idsdb

Koronarografia – chirurgia naczyniowa

Konserwanty kontra pasteryzacja

Poprzednim wpisem wywołaliśmy temat bardzo szeroko dyskutowany i budzący liczne kontrowersje. Chodzi o preparaty konserwujące, które możemy bardzo często spotkać w kupowanej przetworzonej żywności. Środki te są obecne w wędlinach, daniach gotowych, niektórych napojach – czy faktycznie trzeba je stosować? W przypadku wyrobów mięsnych, takich jak kiełbasy, szynki czy pasztety najczęściej używa się azotynu sodu. Jest to sól peklująca, która przedłuża trwałość mięsa nadając mu przy tym różowawy kolor. Generalnie azotyn jest używany powszechnie, w tym również przez małe masarnie i zakłady słynące z produkcji tradycyjnej.

Nie należy go demonizować, ale problem zaczyna się, gdy towarzyszą mu inne syntetyki, których w porządnych wędlinach być nie powinno. Dania gotowe zamykane w puszkach i słoikach są zazwyczaj sterylizowane lub pasteryzowane. Procesy te skutecznie zabijają wszelkie drobnoustroje i powodują, że wyrób można bezpiecznie jeść nawet dłuższy czas po upływie ważności. Mimo to „dla pewności” część producentów dodaje do swoich dań konserwanty, co trudno już usprawiedliwić. Najczęściej używanymi w przemyśle spożywczym utrwalaczami są benzoesan sodu oraz sorbinian potasu.

Szczególnie ten drugi może wywoływać reakcje alergiczne i podrażniać przewód pokarmowy, choć na szczęście już bardzo niskie stężenia obu specyfików przynoszą pożądany efekt. Lista konserwowanych chemicznie wyrobów jest długa – znajdują się na niej również napoje. Zarówno te gazowane jak i niegazowane, poza tym, że zawierają sztuczne aromaty oraz barwniki są też utrwalane chemią. Dlatego jeśli już je pijemy, wybierajmy te poddawane pasteryzacji. Nie zepsują się, a będą mimo wszystko zdrowsze.